Prawdziwy świat jest tam, gdzie są potwory.
Dopiero tam przekonujesz się, ile jesteś wart...
Zostań jednym z nas i przeżyj swoją własną przygodę!

sobota, 9 listopada 2013

Drogi czytelniku...

 Co do twoich uwag:
1.Wyrażę się dość jasno. CO CI DO TEGO jak ktoś pisze opowiadania! To inwersja twórcza różnych osób, więc opowiadanie się negatywnie do czyjejś twórczości pisarskiej, jest dla mnie dość niejasne, więc proszę więcej nie pisać uwag co do czyjegoś tworu umysłu! 
2. Wszelkie nie jasności proszę żebyś pisał w komentarzach, czat jest sposobem komunikacji w obozie, a nie sferą twoich wyżaleń!
3. Jestem nie miło zaskoczona że ciągle wypominasz i upominasz obozowiczów i że tak się wyrażę "rozkazujesz" nam co mamy robić! 

Więc jeżeli nie zastosujesz się do mojego upomnienia to będę zmuszona szykować dla ciebie szubienicę i jeszcze raz proszę nie ingerować w sprawy obozu i  obozowiczów... 

pozdrawiam Adminka Lili 





czwartek, 7 listopada 2013

Od Willa

Nie mogłem w nocy spać. Co zamknąłem oczy miałem ten koszmar. Nie wiem co on oznacza. Szczerze nie chce wiedzieć. Ponieważ jak mówiła babcia Krystyna każdy sen ma jakieś znaczenie. Ujawnia nam przyszłość, przeszłość lub nasze pragnienia. Wole nie wiedzieć co ten oznacza. Rozejrzałem się po moim małym pokoju ale przytulnym.[Pokój] Moja mama pracuję w muzeum jej zdaniem jest tworzenie wystaw. Bardzo lubi tą pracę. Jednak to nie było jej marzeniem. Chciała zostać projektantem wnętrz ale z mojego powodu musiała zrezygnować swoich marzeń. Więc zamieszkała ze swoim bratem nieudacznikiem i jego córką. Wujek kiedyś był inny. Lecz po tym jak jego żona zmarła przy poradzie stoczył się na dno. Zaczął pić, uprawiać hazard oraz już nie był tym samym człowiekiem. Kiedy patrzyłem na niego czułem współczucie, żale oraz bezsilność. Nie wiedziałem jak mogłem mu pomóc. Bolało mnie to jak coraz bardziej spada przepaść. Moja mama nie umiała mu odmówić pomocy. Przyjęła ich pod swój dach. Oliwia zastąpiła matkę. Jednak ciągle opowiadała małej jaka była jej mama. Jak była mała można było jej wmówić wszystko lecz teraz jest starsza widzi co się dzieję. Chcieliśmy pomóc im. Więc założyliśmy zespół. Ona tańczy ja śpiewam i gram na gitarze. Jesteśmy ulicznymi artystami. Wracając do obecnej chwili wziąłem swoją ulubioną gitarę. Zacząłem grać nie patrząc na nuty. Po prostu grałem melodie, która siedzi we mnie. Było trochę niej smutku, strachu oraz nadzieję. Zatopiłem się całkowicie w niej. Nie wiedziałem nawet kiedy weszła Oliwia o jej obecność dowiedziałem się kiedy dotknęła mojego ramienia. Przerwałem grę i spojrzałem na nią.
- Co tam młoda? - spytałem się jej z uśmiechem na twarzy.
- Przyszedł twój kolega. Rozmawia z mamą... Zagrasz coś mi? - spytała się mnie nie śmiało. Uśmiechnąłem się do niej ciepło i zacząłem grać jej ulubioną melodię. Kiedyś mi powiedziała, że ona kojarzy się jej z matką. Mnie niczym po prostu to zwyczajna piosenka. Kiedy grałem na jej twarzy pojawił się uśmiech. To był najpiękniejszy uśmiech dla mnie. Nic nie równało się z jego wartością. Usłyszeliśmy jakiś hałas z doły. Westchnąłem wiedziałem co to oznacza. To, że wujaszek wrócił do domu. Po chwili wszedł Mój kolega Arek. Chodzi miał on na imię Arkadiusz. Jednak wołałem na niego Arek. Ponieważ tam tę postarzało go. 
- Stary pakuj się jedziemy na obóz. Twoja mama się zgodziła - powiedział do przybijając mi piątkę. Na obóz w środku szkoły?
- Ale brahu szkołę mamy? - powiedziałem nie, żebym był kujonem. Lecz nie chce kolejnego roku nawalić. Już raz siedziałem zresztą on również. 
- Ok kiedy się budą przejmujesz. Dalej pakuj się - widział, że nie jestem za bardzo za obozem więc dodał - Będą tam ślicznotki, które nie słyszały jak grasz - lubię grać przed nowymi twarzami. On o tym dobrze wiedział.
- Okej masz mnie. Oli pomożesz mi się spakować - spytałem kuzynki.
- Jasne - odpowiedziała. Spakowaliśmy dwie walizki i wziąłem gitarę w pokrowiec. W jednej się znajdowały ubrania. Drugiej mniejszej były książki, których jeszcze nie przeczytałem, a miałem je na swojej liście oraz kilka płyt moich idoli. Oczywiście laptop i sprzed do niego. Okej mam wszystko bez czego nie mógłbym żyć.
- Trzymaj się młoda. Wyślę ci pocztówkę - powiedziałem do niej. Ona uwielbiała zbierać pocztówki z różnych miejsc. Wyszedł z pokoju w dole ciągle było słychać krzyki. 
- Masz wyjdziesz tylnymi drzwiami - dałem mu wszystkie walizki. Nie chciałem, żeby wujek je widział. Ponieważ nie mógłbym jechać. On nigdy na nic mi nie pozwał. Lecz ja zawsze miałem go gdzieś. Zszedłem na dół i podszedłem do mamy.
- Papa to jadę - powiedziałem do niej, a ona spojrzała na mnie ciepło i powiedziała.
- Pa trzymaj się i nie rób głupot - powiedziała do mnie, a ja szybko wyszedłem. Przed domem stał samochód. 
- Od kiedy masz prawko. Nie odzywaj się. Nawet się nie pochwaliłeś - ja mówiłem mu wszystko, a on ukrywa taką rzecz przed de mną.
- Jak tam chcesz przed nami długa droga - powiedział do mnie. Rzeczywiście była długa droga. Gdzie my jedziemy na drugi koniec kraju. Czy co? Po drodze znużyło mnie i zasnąłem jak małe dziecko. 
- Hej. Obudzi się śpiochu - powiedział do mnie Arek. Jesteśmy na miejscu. Wyszedłem z samochodu i poszedłem za nim. Ciekawe czemu nie wiedzie. No cóż widocznie woli mi do kopać i kazać iść kawał przez las. Wziąłem jedną walizkę i pokrowiec, a on drugą moją walizkę. 
- Nie masz żadnych ubrań. Nie licz, że coś pożyczysz od de mnie - powiedziałem do niego.
- Nie martw się będę miał co się ubrać - czemu naglę mówi szyframi. Szedłem za nim aż zobaczyłem ludzi. Byli ubrani jak żołnierze. Na jaki obóz on mnie zabrał. Jednak są plusy będę mógł poćwiczyć strzelanie z łuku pod oświadczonym okiem.

środa, 6 listopada 2013

Bądź pozdrowiony Williamie War, Synu Apolla, Boga Słońca

Notatka od pomocniczki adminki!

Kochani!

BARDZO WAS PRZEPRASZAM ZA BRAK OPOWIADAŃ Z MOJEJ STRONY(KATA,LAURELI,DRACO)  I ZA TO ŻE NIE WKLEJAM NIEKTÓRYCH
ALE NADZWYCZAJNIE W ŚWIECIE NIE MAM NA TO CZASU...
TEN MIESIĄC JEST DLA MNIE SZCZEGÓLNIE PRACOWITY,WIĘC WYBACZCIE
ZA MOJE NIEOBECNOŚCI

POZDROWIONKA DLA HEROSÓW

POMOCNICZKA ADMINKI!

Bal średniowiecza -ALISON I CHRIS

ALISON

Kiedy dowiedziałam się o balu. Była w siódmym niebie. Uwielbiam bale. Ja po prostu je ubóstwiam. Przecież nie ma nic lepszego od nich. Przed balem w raz ze swoimi przyrodnimi rodzeństwem szykowaliśmy sale na bal. Kasandra wiedziałam jak ma to wyglądać i surowa nas pilnowała, żeby wszystko była przepiękne. Mam nadzieję, że bogom i herosom się spodoba. Ponieważ mi się bardzo podoba. Mogłabym tu zostać na zawsze. Już widzę oczami wyobraź jak pary tańczą walca. Kiedy sala była gotowa. Kasandra powiedziała, że teraz jesteśmy wolni. Wychodziłam z bratem sali.
- Albo mi się wydaję albo jeszcze cię nie zaprosiłem na bal - powiedział Chris. Patrząc na mnie.
- Przecież to oczywiste, że pójdę z tobą - powiedziałam do niego. W końcu zawsze idziemy razem. Nawet jak każdy z nas ma inną parę. Po prostu w naszym towarzystwie czujemy się najlepiej. On jest dla mnie aniołem stróżem. Ponieważ zawsze jest przy mnie. Myślałam, że to oczywiste dla niego że idziemy. Może on chciał iść z kim innym, a zaprasza mnie tylko dla tego, żeby nie zrobić przykrość. Nie ważne... To mój brat.
- To jesteśmy umówieni - powiedział z uśmiechem.
- Chris pomożesz mi się na bal uczesać? Myślę o tej fryzurze, którą mi zrobiłeś na urodziny - patrzyłam przenikliwe na brata. Próbując przejrzeć jego myśli.
- Spoko. Musimy zacząć od razu, bo wiesz ona wymaga więcej pracy - powiedział do mnie tak się cieszyłam, że się zgodził rzuciłam mu się na szyję. Będę najpiękniejszą dzięki nie mu. Ponieważ on jest najlepszym fryzjerem jakiego znam. Poszliśmy do mojego pokoju. Chris od razu zaczął czesać moje długie włosy. Miał rację trzy godziny później moja fryzura była gotowa. Nie mogłam się jej napatrzeć. (link) Takiej fryzury nawet pozazdrościła by księżniczka. Ciekawe kto je czesał? Nie wiem może kiedyś się dowiem tego. Ubrałam swoją sukienkę, a Chris poszedł założyć garnitur. Spojrzałam w lustro czegoś mi tu brakowało. Podeszłam do torby i wyjęłam kolie, którą dostałam od babci. ( link ) Założyłam ją na szyję i raz jeszcze przyjrzałam się swoim odbiciu. Teraz mogę iść na bal. Nie! Na każdy bal wypadało by założyć kotyliony. Usłyszałam pukanie, a później wszedł Chris.
- Co to za mina wyglądasz przepięknie - powiedział do mnie.
- Nie mam kotyliony - powiedziałam do niego w tedy on wyciągnął z kieszeń.
- Zrobiłem ja dzisiaj mam nadzieję, że mogą być - (link) podałam mu dłoń ten kwiat był wykonany z bibuły, Również sobie zrobił podobny. Najpierw zawiązał mi na dłoń. Teraz jestem już naprawdę gotowa na bal. Pomogłam mu włożyć jego różyczkę do kieszonki.
- Gdzie ja znajdę takiego chłopaka jak ty? - spytałam się go zawsze ma głowę pełno pomysłów. Wie jak poprawić mi humor.

CHRIS

Uśmiechnąłem się do niej. Odpowiedzieć była prosta.
- Miej szeroko otwarte oczy, a znajdziesz. Tylko proszę nie zakochuj się szybko - powiedziałem do niej. Po chwili dodałem - To jak idziemy na bal?
Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Za którego mogłem zabić. Lubiłem jak się uśmiecha.
- Oczywiście chce zatańczyć walca - powiedziała do mnie. Nic chyba bardziej nie sprawiało jej radość niż taniec. Moja mała siostrzyczka. Poszliśmy na bal. Już było trochę osób. Każda dziewczyna miała suknię wyjętą niczym z średniowiecza. Jeszcze nikt nie tańczył.
- Chodzi zatańcz ze mną - błagała mnie. Jednak ja nie chciałem pierwszy. Jednak Kate z Jack zaczęli tańczyć jako pierwsi. Ulżyło mi i skinąłem siostrze, że teraz mogę tańczyć.


P.S Przepraszam że tak długo czekaliście,niestety miałam mało czasu i nie mogłam wstawić:C

wtorek, 5 listopada 2013

Od Anastazij - Bal Średnoiwiecza

Wszyscy się rozeszli, żeby przygotować się do balu. Ja również poszłam do swojego domku. Przyjrzałam się sukience nie była taka zła. Dobrze, że nie różowa. Nie cierpiałam tego koloru. Przecież on jest idiotyczny. Kiedy myślę o tym kolorze widzę jakąś małą dziewczynkę, która mama zmusza do noszenia go ponieważ wydaję się słodki. Tak jasne jak jakiś kolor może być słodki. Okej za bardzo rozmyśliłam na temat koloru. Przecież nie długo przychodzi Austin. Usiadłam przed lustrem. Boże jak ja nie lubię bawić się włosami. Jednak to jest bal, a nie pozwolę nikomu siebie uczesać. [ fryzura ]. Kiedy udało mi się uporać z moim włosami. Przyjrzałam się swojej fryzurze. Nie jest najgorzej. Prosta ale ładna. Teraz pora ubrać sukienkę. Czemu nie można iść na bal w spodniach. Nie znoszę ubierać sukienek, spódniczek itp. Po prostu to nie dla mnie. Wole spodnie i do tego bluza z kapturem. Mój przyrodni brat mówił mi, że jestem chłopczycą. Może taka właśnie jestem. Jednak na pogrzeb mamy ubrałam sukienkę. W końcu to była jej ostatnia wola. Zawsze miałam z nią dobre stosunki. Daleko było nam do zostania przyjaciółkami ale jednak mogłam na niej zawsze polegać. Poczułam jak spływa łza po policzku szybko ją wytarłam. Usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam ja za nimi stał Austin. 
- Jesteś już gotowa? - spytał się mnie. 
- Jasne tylko ubiorę buty - usiadłam na łóżku założyłam buty. Te których przyszłam do tego obozu. Chciałam, żeby jakaś cząstka mamy była ze mną. Te buty kiedyś należały do niej. - Okej możemy już iść - powiedziałam do niego. Poszliśmy na sale, którą szykowały dzieci Afrodyty. Wyglądała zdumiewająco. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Po prostu ona była super. Jakbyśmy cofnęli się w czasie do średniowiecza. Zauważyłam, że na balu są wszyscy od bogów, nauczycieli do herosów, satyrów. Nie wiedziałam co mam myśleć. Na chętniej bym zawróciła i wróciła do swojego pokoju. Ponieważ ten bal nie wyglądał na zwykły tylko na jakąś uroczystą uroczystość. Cofnęłam się o krok.
- Nie to nie dla mnie... Nie mogę tak po prostu się bawić... Przecież kilka dni temu pochowałam mamę - zaczęłam się tłumaczyć. Jednak Austin nie puszczał mojej dłoń. 
- Przecież możesz wejść nie musisz chodzi na czarno. Wystarczy że nie zapomnisz o niej. Ona ciągle żyję tutaj - dotknął mojej klatki piersiowej tam gdzie miałam serce. Dla czego jest dla mnie taki miły przecież ledwo mnie zna.
- To trudne - powiedziałam do niego.
- Wcale nie uśmiechnij się podnieś głowę do góry, a troski zostaw za tymi drzwiami - powiedział Austin. Postanowiłam, że wejdę ale tylko na chwilę. Przy pierwszej okazji ucieknę jak kopciuszek
.

sobota, 2 listopada 2013

Od Lili do Draco- Bal średniowiecza

Poszłam szykować się na Bal, każdy pewnie myśli że dziewczyny muszą cię solidnie przygotować, co jest prawdą o ile nie przyjaźnisz się z dziećmi Afrodyty. One potrafią zrobić cie na bóstwo w 5 minut. Zawsze jeśli chodzi o jakąś imprezę ufam tylko Kasandrze. Właśnie weszła do mojego domku, gdy rozczesywałam włosy i siedziałam w zwykłych ubraniach. Oczywiście jak przystało na córkę bogini piękności. Przyszła do mnie już gotowa.(Strój Kasandry).
-Ty jeszcze nie gotowa?
- Przeczesz miałaś mi pomóc i zaczekać aż przyjdziesz...- powiedziałam
- No to bierzemy się do roboty!- Zaczęła pomagać mi włożyć suknię, trochę było w niej cackania z sznurkami.- ok teraz usiądź i bierzemy się za włosy, siadaj. Posłusznie wykonałam polecenie, jeszcze mi zasłoniła lustro, mała wredna lisica... Upinała mi włosy chyba z 20 minut.
- ile jeszcze? zraz będzie bal...
- Nie marudź, wiem że rzadko umiesz usiedzieć w miejscu- powiedziała.- już.- odkryła lustro, a ja siebie nie poznałam...- teraz wygadasz jak perska księżniczka...- totalnie odjęło mi mowę... Dużą część fryzury były włosy spięte z tyłu w wysoki kok, jedynie trochę włosów z przodu zostały nie spięte. Miałam na twarzy ledwo widoczny makijaż.Nagle rozległo się pukanie do drzwi, spojrzałam na godzinę- no idź bo sama do niego pójdę...
Wstałam i otworzyłam drzwi, stał tam Draco. Patrzył się na mnie jak ciele w malowane wrota... Wyszłam z domku. Chyba efekt był zdumiewający. 
- Idziemy?
Draco?


C.D Draco

Lili wyglądała jak zwykle ślicznie,no cóż,szczerze byłem zaskoczony.
Wziąłem ją za rękę  i udaliśmy się na bal.
Sala była pięknie przyozdobiona,masa ludzi no i przy górze sali bogowie.
Grała muzyka,a ja podszedłem do stołu by wziąć przekąskę.Podeszła do mnie Lili
I ciągnęła na środek sali,żeby zatańczyć.Stanąłem w miejscu,popatrzyłem na nią i powiedziałem
-O nie,nie zatańczę pierwszy
-Czemu?
-Bo po prostu nie chcę -warknąłem z przeciągiem i wróciłem w koniec sali
-ehhh,to jest bal,a nie restauracja,tu się tańczy a nie je
-trudno -burknąłem
-ehhh,to chociaż chodź do przyjaciół
Ta oferta bardziej mi przystała więc udałem się za nią.
Na środku pojawili się Jack  z Katą i zatańczyli.Ehh,Katarina gdyby nie była taka zadziorna od początku przepuścił bym to i patrzył.Ale nie,mam honor.Złapałem Lili z rękę i wyszliśmy na środek tańczyć.
Wszystko aż do końca wieczoru było przecudne.Bal,Lili i reszta ozdóbek...