Miałem właśnie lekcje Historii z moim ojcem, kiedy do klasy wszedł jakiś chłopak. Wyglądało na, że mój tata go zna bo wyszedł wraz z nim. Później mnie zawoła, żebym wyszedł do nich i mam się spakować. Mi tam pasowało ponieważ następna lekcja to fizyka, a jej nie lubiłem.
- Austin musisz jechać z nim. Zadzwonię do gosposi i powiem, żeby spakowała cię. Nie martw się to tylko obóz gdzie się nauczysz jeszcze więcej niż teraz i poznasz nowych ludzi - powiedział mój tata. Nie wiedziałem co jest granę. Jednak zawsze go słuchałem. Byliśmy tylko my dwaj. Traktuję go bardziej jak kumpla niż ojca.
- Dobrze, a co z szkołą? - zawsze mi mówił, że muszę do niej chodzi. Teraz sam każe mi jechać do jakiegoś obozu. Nie wiedziałem czemu.
- Nie martw się wszystko załatwię - powiedział do mnie i klepnął ramię robił tak zawsze jak nie chciał, żebym zadawał więcej pytani. Czyli kiedy pytałem o mamę.
- To cześć - nie wiedziałem co mam powiedzieć. Tylko to przyszło mi do głowy. Poszedłem z chłopakiem do samochodu. Otworzył mi drzwi w środku była jakaś dziewczyna. Później sam usiadł i powiedział, że teraz możemy jechać do obozu. Po drodze odebrałem swoje torby z pod domu. Czekała już Maria z nimi za mną. Pomogła mi schować do bagażnika.
- Kim wy w ogóle jesteście? - spytałem ich. Dziewczyna siedząca obok mnie na tylnim siedzeniu spojrzała na mnie jednak nic nie mówiła przez jakiś czas.
- Nazywam się Anastazja, a to satyr Simon - powiedziała nie patrząc na mnie tylko w okno. Uczono mnie, że tak okazuję się brak zainteresowaniem rozmówcą.
- Że niby kto? Jaki satyr? - powiedziałem dziewczyna się zaśmiała pod nosem. Co mnie wkurzało? W końcu Simon się odezwał.
- Satyr nie bój się nie skrzywdzę cię - powiedział do mnie spokojnie jak do małego dziecka. Według niego ile mam lat? Cztery? To się pomylił jesteś trzy razy starszy.
- Skoro ty jesteś satyrem to co ja tu robię - powiedziałem do nich. Nie wiedziałem czemu miałem się zadawać jakim mitologicznym satyrem. Skoro jestem zwyczajnym chłopakiem.
- Jesteście herosami, półbogami , mieszańcami… Nazywajcie to jak chcecie - powiedział do nas czyli. Dziewczyna spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.
- Że kim niby?! - powiedziała. Chciałem powiedzieć to samo ale nie takim tonem jak ona. Był on jadowity tak jakby chciała zabić tym pytaniem.
- O nie. Niczego mi nie wmówicie. Nie jestem jakimś mieszańcem czy herosem. Musieliście mnie z kimś pomylić - odpowiedziałem. Nie dam w sobie niczego takiego wmówić. Gdybyśmy nie jechali wysiadłbym z samochodu. Satyr spojrzał na dziewczynę i powiedział.
- Jeden z twoich rodziców był bogiem. Sądząc, że twoja śmiertelna matka umarła, bogiem był twój ojciec. A raczej jest. U ciebie to twoja matka jest bogiem. Jak myślicie czemu ich nie znacie?
- Dobra, załóżmy, że ci wierzę. Więc gdzie nas zabierasz? - powiedziałem do satyra.
- Mów za siebie - powiedziała do mnie dziewczyna. W ogóle jak ona ma na imię. Dlaczego jest taka wredna. Przecież nic jej nie zrobiłem.
- Do Obozu Herosów. Tam będziecie bezpieczni - powiedział satyr nie komentując zachowania dziewczyny.
- Wiesz kim jest mój ojciec? - spytała dziewczyna. Właśnie też chce wiedzieć kim jest moja mama. Całe życie się zastanawiałem. Czemu jej nie ma przy mnie.
- Nie, niestety, ale mogę się założyć, że twój ojciec uzna cię już jak wkroczymy na teren obozu - powiedział satyr
- Aha - odpowiedziała nie wyglądała na zadowoloną.
- Traficie do obozu akurat na BITWA O SZTANDAR oraz na BAL. Musicie kogoś zaprosić. Nie muszę mówić chyba, że panowie proszą panię - spojrzałem na dziewczynę wydawała się w ogóle nie zainteresowana tym co będzie.
- Tak w ogóle jestem Austin. Nie znam nikogo w obozie. Może byś ty poszła na bal ze mną - nie wiedziałem czy się zgodzi. Nie chce stać jak ten kołek. Prędzej bym nie poszedł w ogóle. Dziewczyna spojrzała na mnie.
-Anastazja. Tylko jako znajomi i że muszę z kim iść. Więc sobie niczego nie wyobrażaj. Jasne - powiedziała do mnie.
- Jak słońce - odpowiedziałem do niej. Super! Jednak mam parę, która może mnie zabić.
Minęło kilkadziesiąt minut i wylądowaliśmy przed obozem. Gdy weszliśmy na jego teren. Słońce miało już się ku zachodow.
- Idzie do domku 11 tam dostaniecie dowiecie się wszystkiego - powiedział do nas. Dając na mapę... Ja prowadziłem jednak nie miałem orientacji terenie. Jednak się nie przyznałem do zatrzymałem się któryś raz.
- Nie mówi że się zgubiliśmy - powiedziała do mnie Anastazja. Chciałem zaprzeczyć.
-Witajcie w obozie Herosów,kim jesteście?-powiedziała która przed pojawiła się jakaś dziewczyna. Odsunąłem się od niej pociągając za sobą Anastazję.
-no tak,ja jestem Katarina,córka Nemesis bogini zemsty - nie wiedziałem co powiedzieć. Anastazja również, bo ile razy ktoś naglę pojawia się przed tobą.
-ok...więc kim wy jesteście,bo zwykłe ludzki dzieci się tu by nie dostały... - dodała Katerina.
- Jestem Anastazja. Wiesz gdzie jest domek 11 mamy się dowiedzieć kto jest naszym boskim rodzicem. Ale oczywiście on się zgubił - powiedziała Anastazja wyrywając się mi.
- Nie zgubiłem się... - zaprzeczyłem. - Jestem Austin - przestawiłem się po chwili.
Anastazja?
Prawdziwy świat jest tam, gdzie są potwory.Dopiero tam przekonujesz się, ile jesteś wart...Zostań jednym z nas i przeżyj swoją własną przygodę!
poniedziałek, 28 października 2013
niedziela, 27 października 2013
UWAGA !
NO DOBRA KOCHANI,DAWNO NIE BYŁO BITWY O SZTANDAR,ANI NIC PODOBNEGO W OBOZIE,ZATEM
1.JUTRO JEST BITWA O SZTANDAR! GODZNĘ USTALIMY NA CHACIE OBOZU!
2.31 BĘDZIE BAL,ZATEM PAMIĘTAJCIE BY PODAĆ STRÓJ W JAKIM SIĘ IDZIE,NO I OCZYWIŚCIE NAPISAĆ OPOWIADANIE W KTÓRYM ZAPRASZACIE KOGOŚ NA BAL:P
3.PARY Z OBOZU (NP. LILI I DRACO LUB KATA I JACK) NIE MUSZĄ PISAĆ OPOWIADAŃ
O ZAPROSZENIU NA BAL,PONIEWAŻ ,,JUŻ" SIĘ DOBRALI
4. DOBRA,OSTATNIA SPRAWA JEST TAKA,ŻE PRZED BALEM ORGANIZUJEMY HALLOWEEN! CZYLI PRZEBIERANIE SIĘ ZA POTWORKI I CHODZENIE OD DOMU DO DOMU ZA CUKSAMI! ALE PAMIĘTAJCIE,MOCE HEROSÓW SĄ WTEDY OGRANICZONE DO MINIMUM!!
Słoneczko ty moje, jakeś ty kochane
Ja prpopnuje o 20.00 wszyscy któzy będą mogli :)
~Lili
1.JUTRO JEST BITWA O SZTANDAR! GODZNĘ USTALIMY NA CHACIE OBOZU!
2.31 BĘDZIE BAL,ZATEM PAMIĘTAJCIE BY PODAĆ STRÓJ W JAKIM SIĘ IDZIE,NO I OCZYWIŚCIE NAPISAĆ OPOWIADANIE W KTÓRYM ZAPRASZACIE KOGOŚ NA BAL:P
3.PARY Z OBOZU (NP. LILI I DRACO LUB KATA I JACK) NIE MUSZĄ PISAĆ OPOWIADAŃ
O ZAPROSZENIU NA BAL,PONIEWAŻ ,,JUŻ" SIĘ DOBRALI
4. DOBRA,OSTATNIA SPRAWA JEST TAKA,ŻE PRZED BALEM ORGANIZUJEMY HALLOWEEN! CZYLI PRZEBIERANIE SIĘ ZA POTWORKI I CHODZENIE OD DOMU DO DOMU ZA CUKSAMI! ALE PAMIĘTAJCIE,MOCE HEROSÓW SĄ WTEDY OGRANICZONE DO MINIMUM!!
Słoneczko ty moje, jakeś ty kochane
Ja prpopnuje o 20.00 wszyscy któzy będą mogli :)
~Lili
Od Anastazji
Głośny brzęk budzika wyrwał mnie z objęć Morfeusza .Niechętnie zwlekłam się z hebanowego łóżka .Poczułam zimny marmur pod stopami .Ziewnęłam.Stałam naprzeciw wielkiego zwierciadła ,które dostałam chyba na piąte urodziny.Spojrzałam w swe odbicie. Złapałam z szafki szczotkę do włosów. Były w okropnym nie ładzie. Pomijam fakt, że wciąż byłam ubrana w szarą pidżamę z napisem „od jutra będę grzeczna” a na nogach miałam kapcie w kształcie króliczków z zębami wampira. Przewróciłam oczami i wzięłam się za rozczesywanie włosów. Odwróciłam się na pięcie ,narzuciłam satynowy szlafroki i zbiegłam do kuchni . Przepych mojego domu nie robiła na mnie najmniejszego wrażenia . Lubiłam go ale musiałam w nim mieszkać, bo ojczym nie dał by mi się wyprowadzić. Po za tym nie znam nikogo prócz niego. Ojca nigdy nie poznałam, a mamy dzisiaj pogrzeb. Zmarła przez jakieś chorobę ale nie wiem dokładnie, bo nikt mi nie chce nic mówić. W kuchni usiadłam przy stole po drodze wzięłam tacę ze śniadaniem.Zaczęłam smarować cienkie i kruche płaty ciasta miodem .
- Ubrałabyś się – mruknęła mojego siostra mojego ojczyma. Opiekowała się nami odkąd mama była w szpitalu. Miała na imię Nina nie lubiłam jej. Zawsze mnie pouczała i mówiła, że tak młoda dama się nie zachowuję.
- Trochę szacunku młoda damo! – aha, zaczyna się. Znowu!
- Może i jestem młoda, królowo ropuch – spojrzałam na nią z politowaniem – ale na pewno nie jestem damą!No proszę, ja i sukienka? Może jeszcze różowa? Na Boga, nie przesadzajmy – wyszczerzyłam zęby w udawanym uśmiechu. Nina parsknęła gniewnie i posłała mi mordercze spojrzenie.
- Zawołaj Michała - powiedziała do mnie. Uderzyła się w czoło, bo znowu zapomniała imię mojego przyrodniego brata.
- Nauczyłabyś się w końcu naszych imion, wiesz? To nie takie trudne, wystarczy chcieć.
- Zamilcz – rzuciła ze złością – nie interesuje mnie to. Będę do was mówiła jak mi się podoba. Jutro wyjeżdżam do matki i potrzebna jest mi moja spinka. Oddają ją.
- Skąd miałabym mieć twoją spinkę? – powiedziałam zdziwiona – Zresztą, nie istotne. Mam gdzieś twoje pretensje, jak ci się coś nie podoba, to zamelduj to koniowi – Powiedziała tak mówiłam na jej chłopaka, bo przypomina konia. Ona wiedziała kogo tak nazywam i chyba zezłościłam ją jeszcze bardziej, bo wstała wywracając krzesło.
- Jeśli zaraz mi jej nie zwrócisz, to przysięgam, że gorzko tego pożałujesz! Powiem Twojemu ojcu… – przerwała bo w kuchni pojawił się mój ojczym we własnej osobie.
- Nie jest moim ojcem - powiedziałam nie zwracając uwagi, że on jest. Udał, że tego nie słyszy.
- Co mi powiesz? – powiedział on. Nic nie powiedział na to, że po raz kolejny przypomniałam mu, że nie jest nim. Może sam sobie to uświadomił.
- Ukradła mi spinkę – Nina zachowywała się jak małe dziecko, któremu poświęcono zbyt mało uwagi.
- A słonie umieją latać – prychnęłam.
- SPOKÓJ! – krzyknął Hades. Uśmiechnęłam się pod nosem. – Aleksandra nie jest złodziejką. Poszukaj ją dobrze, a nie rzucasz oskarżenia - powiedział i wyszedł. Widać było, że ma dość naszych kłótni. Ja zresztą też zwłaszcza dzisiaj. Wróciłam do swojego pokoju. Zapukał mój ojczym.
- Twoja mama prosiła dać ci jeśli by nie doczekała twoich osiemnastu lat - powiedział dając mi pudełko. Nigdy go nie widziałam oraz nie wiedziałam jak się zachować.
- Dziękuję - powiedziałam biorąc pudełko. On tylko kiwnął głową i wyszedł z pokoju. Otworzyłam był w nim kilka sukienek w identyczne ale każda miała inny rozmiar oraz koperta. Wzięłam ją do ręki i zaczęłam czytać list. Mama pisała, że bardzo mnie kocha i będzie przy mnie. W lsie również było, że jak odwiedzi mnie mam z nim pojechać. W lisie brakowało kto jakby ona sama nie wiedziała co napisać. Dalej było, że naszą rodziną tradycją jest, żeby na pogrzeb ubierać się na biało. Nie wiedziała jaka będę kiedy umrze więc kupiła jeden krój w każdym rozmiarze. Cała ona zawsze myśli na przód. W pudełku odnalazłam swój rozmiar od razu założyłam sukienkę. Wyglądałam w niej prześlicznie. Nie wiem ile czasu tam tak stało. Jak wpadł do mojego pokoju Michael to mój przyrodni brat.
- Jedziemy. Ślicznie wyglądasz - powiedział do mnie. Sam miał na sobie biał garnitur. Zeszłam z nim na dół. Wszyscy byli ubrani na biało.
Pojechaliśmy na cmentarz uroczystość była bardzo smutna. Ojczym już pojechał na stype ja jej nie chciałam. Powiedziałam, że wróce sama do domu. Zresztą mieszkamy trzy ulice dalej. Dał mi klucze i pojechał z gosimi. Posiedziałam jeszcze na cmentarzu i poszłam do domu. Od razu skierowałam się do swojego pokoju. Zobaczyłam, że ktoś pakuję moje rzeczy.
- Przepraszam kim jesteś? I co robisz w moim pokoju? - spytałam chłopaka. Nie wiedziałam co się dzieję, a jeśli do złodziej. Nie on by nie pakował moich ubrań.
- Nie bój się jestem satyrem i mam na imię Simon. Przyszedłem zaprowadzić cię do obozu gdzie dowiesz się kim jesteś. Łatwiej było gdyby twoja matka powiedziała ci o wszystkim - powiedział siadając na moim łóżku. Czy to oni pisała moja matka. Chciałam się wyprowadzić z tego domu.
- Czy o tobie moja mama pisała liście? Wiesz kim jest mój ojciec? - zadałam mu kolejne pytania.
- Tak wiem... - powiedział nie dokończył. Nie wiem czemu ale postanowiłam mu zaufać. Wstałam i zaczęłam pakować resztę moich rzeczy. Kilka minut później. Wyszyliśmy przed dom.
- Co z moim ojczymem? - nie mogłam tak bez słowa zniknąć.
- On wszystko wie skoro dał ci list od twojej mamy .
- Poczekaj - wróciłam do domu i szybko napisałam list zostawiłam tam gdzie on zagląda. Chciałam mieć pewność, że przeczyta i będzie wiedział. Wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu. Kilka ulic dalej zatrzymaliśmy się pod szkołą jakąś. Spojrzałam na Simona.
- Poczekaj zaraz wrócę - wrócił klika minut z jakimś blondynem. Kim był ten chłopak.
- Teraz możemy jechać do obozu - powiedział satyr. Jeśli to nie był żart, że nim jest. Jednak tak się przestawił. Co on się z mitologi urwał czy co? Może nie powinnam z nim jechać. Jednak pasowało wszystko najpierw list, a później on. Już tu siedzę nie zmienię tego.
- Ubrałabyś się – mruknęła mojego siostra mojego ojczyma. Opiekowała się nami odkąd mama była w szpitalu. Miała na imię Nina nie lubiłam jej. Zawsze mnie pouczała i mówiła, że tak młoda dama się nie zachowuję.
- Trochę szacunku młoda damo! – aha, zaczyna się. Znowu!
- Może i jestem młoda, królowo ropuch – spojrzałam na nią z politowaniem – ale na pewno nie jestem damą!No proszę, ja i sukienka? Może jeszcze różowa? Na Boga, nie przesadzajmy – wyszczerzyłam zęby w udawanym uśmiechu. Nina parsknęła gniewnie i posłała mi mordercze spojrzenie.
- Zawołaj Michała - powiedziała do mnie. Uderzyła się w czoło, bo znowu zapomniała imię mojego przyrodniego brata.
- Nauczyłabyś się w końcu naszych imion, wiesz? To nie takie trudne, wystarczy chcieć.
- Zamilcz – rzuciła ze złością – nie interesuje mnie to. Będę do was mówiła jak mi się podoba. Jutro wyjeżdżam do matki i potrzebna jest mi moja spinka. Oddają ją.
- Skąd miałabym mieć twoją spinkę? – powiedziałam zdziwiona – Zresztą, nie istotne. Mam gdzieś twoje pretensje, jak ci się coś nie podoba, to zamelduj to koniowi – Powiedziała tak mówiłam na jej chłopaka, bo przypomina konia. Ona wiedziała kogo tak nazywam i chyba zezłościłam ją jeszcze bardziej, bo wstała wywracając krzesło.
- Jeśli zaraz mi jej nie zwrócisz, to przysięgam, że gorzko tego pożałujesz! Powiem Twojemu ojcu… – przerwała bo w kuchni pojawił się mój ojczym we własnej osobie.
- Nie jest moim ojcem - powiedziałam nie zwracając uwagi, że on jest. Udał, że tego nie słyszy.
- Co mi powiesz? – powiedział on. Nic nie powiedział na to, że po raz kolejny przypomniałam mu, że nie jest nim. Może sam sobie to uświadomił.
- Ukradła mi spinkę – Nina zachowywała się jak małe dziecko, któremu poświęcono zbyt mało uwagi.
- A słonie umieją latać – prychnęłam.
- SPOKÓJ! – krzyknął Hades. Uśmiechnęłam się pod nosem. – Aleksandra nie jest złodziejką. Poszukaj ją dobrze, a nie rzucasz oskarżenia - powiedział i wyszedł. Widać było, że ma dość naszych kłótni. Ja zresztą też zwłaszcza dzisiaj. Wróciłam do swojego pokoju. Zapukał mój ojczym.
- Twoja mama prosiła dać ci jeśli by nie doczekała twoich osiemnastu lat - powiedział dając mi pudełko. Nigdy go nie widziałam oraz nie wiedziałam jak się zachować.
- Dziękuję - powiedziałam biorąc pudełko. On tylko kiwnął głową i wyszedł z pokoju. Otworzyłam był w nim kilka sukienek w identyczne ale każda miała inny rozmiar oraz koperta. Wzięłam ją do ręki i zaczęłam czytać list. Mama pisała, że bardzo mnie kocha i będzie przy mnie. W lsie również było, że jak odwiedzi mnie mam z nim pojechać. W lisie brakowało kto jakby ona sama nie wiedziała co napisać. Dalej było, że naszą rodziną tradycją jest, żeby na pogrzeb ubierać się na biało. Nie wiedziała jaka będę kiedy umrze więc kupiła jeden krój w każdym rozmiarze. Cała ona zawsze myśli na przód. W pudełku odnalazłam swój rozmiar od razu założyłam sukienkę. Wyglądałam w niej prześlicznie. Nie wiem ile czasu tam tak stało. Jak wpadł do mojego pokoju Michael to mój przyrodni brat.
- Jedziemy. Ślicznie wyglądasz - powiedział do mnie. Sam miał na sobie biał garnitur. Zeszłam z nim na dół. Wszyscy byli ubrani na biało.
Pojechaliśmy na cmentarz uroczystość była bardzo smutna. Ojczym już pojechał na stype ja jej nie chciałam. Powiedziałam, że wróce sama do domu. Zresztą mieszkamy trzy ulice dalej. Dał mi klucze i pojechał z gosimi. Posiedziałam jeszcze na cmentarzu i poszłam do domu. Od razu skierowałam się do swojego pokoju. Zobaczyłam, że ktoś pakuję moje rzeczy.
- Przepraszam kim jesteś? I co robisz w moim pokoju? - spytałam chłopaka. Nie wiedziałam co się dzieję, a jeśli do złodziej. Nie on by nie pakował moich ubrań.
- Nie bój się jestem satyrem i mam na imię Simon. Przyszedłem zaprowadzić cię do obozu gdzie dowiesz się kim jesteś. Łatwiej było gdyby twoja matka powiedziała ci o wszystkim - powiedział siadając na moim łóżku. Czy to oni pisała moja matka. Chciałam się wyprowadzić z tego domu.
- Czy o tobie moja mama pisała liście? Wiesz kim jest mój ojciec? - zadałam mu kolejne pytania.
- Tak wiem... - powiedział nie dokończył. Nie wiem czemu ale postanowiłam mu zaufać. Wstałam i zaczęłam pakować resztę moich rzeczy. Kilka minut później. Wyszyliśmy przed dom.
- Co z moim ojczymem? - nie mogłam tak bez słowa zniknąć.
- On wszystko wie skoro dał ci list od twojej mamy .
- Poczekaj - wróciłam do domu i szybko napisałam list zostawiłam tam gdzie on zagląda. Chciałam mieć pewność, że przeczyta i będzie wiedział. Wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu. Kilka ulic dalej zatrzymaliśmy się pod szkołą jakąś. Spojrzałam na Simona.
- Poczekaj zaraz wrócę - wrócił klika minut z jakimś blondynem. Kim był ten chłopak.
- Teraz możemy jechać do obozu - powiedział satyr. Jeśli to nie był żart, że nim jest. Jednak tak się przestawił. Co on się z mitologi urwał czy co? Może nie powinnam z nim jechać. Jednak pasowało wszystko najpierw list, a później on. Już tu siedzę nie zmienię tego.
sobota, 26 października 2013
Od Katy c.d Rhino
Oh,czemu zawsze musi się coś dziać,błagam....odpoczynku!
Pomyślałam sobie wtulając się w miękką poduszkę
-Kat,nie wydurniaj się....wstawaj
-Bwe,no dobra....
Zwlekłam się z łóżka,złapałam ubrania i poszłam się przebrać
-Jack?! są tam moje spodnie?-krzyknęłam z łazienki gdy zauważyłam że ich nie wzięłam
-Nie,dam ci z szafy
,,Nie ma moich spodni?co ja wczoraj robiłam" pomyślałam sobie
Usłyszałam jak drzwi od domku się otwierają,a potem usłyszałam Lili która była z Draco. Coś zaczęli gadać a potem Jack przyniósł mi spodnie i powiedział:
-Draco z Lili przyszli,spóźnimy się wiesz?
-Oj nie marudź,wyjdź
-Nie
-Chcę się przebrać -powiedziałam owinięta w ręcznik
-Trudno
Przewróciłam oczami i wypchnęłam go z łazienki
-Kata,szybciej! -krzyknęła Lili
-No zaraz!
-a gdzie Laurelin? -spytał Draco
-w pokoju na górze...a właśnie idź po nią Lili -krzyknęłam
-Ok
Wreszcie wyszłam z łazienki,Draco zagwizdał a Jack się śmiał
-Ale co? -zapytałam zmieszana
-Ja tam się na modzie nie znam,ale według mnie to biustonosz powinien być pod bluzką -powiedział ze śmiechem Draco
Zarumieniłam się i pobiegłam przebrać
Gdy przyszłam z powrotem Laure i Lili były już na dole
-A gdzie reszta?
-są przy porcie
-No dobra,to idziemy....a gdzie Sue? -zapytałam
-Z nimi
_____________________
Znaleźliśmy się w porcie,a ja zaczęłam się cieszyć jak głupia
-No dobra,wszyscy są?Sue?
-Jestem -powiedziała cicho
-Chrypka?
-nie
-no dobra,to płyniemy?
-Nareszcie -powiedział Draco
-świat zwykłych ludzi,i zakupy kino,ale będzie -powiedziałam do Lili
-tsa,pamiętaj że jesteśmy tam tylko przez tydzień a nie na wieki-powiedział Leo
-Dobre i tyle -Lili się uśmiechnęła i szturchnęła mnie
-A no i jeszcze jedno kochani.Płyniemy do Los Angeles,nasz hotel jest
w dzielnicy ,,Hotel Plaza" więc wszystko jasne? -zapytał Leo
-ta,a co z pokojami?
-Będziemy po dwie osoby w jednym pokoju,ale to uzgodnimy na miejscu...Ruszajmy wreszcie bo tracimy czas
Ktoś dokończy?
Pomyślałam sobie wtulając się w miękką poduszkę
-Kat,nie wydurniaj się....wstawaj
-Bwe,no dobra....
Zwlekłam się z łóżka,złapałam ubrania i poszłam się przebrać
-Jack?! są tam moje spodnie?-krzyknęłam z łazienki gdy zauważyłam że ich nie wzięłam
-Nie,dam ci z szafy
,,Nie ma moich spodni?co ja wczoraj robiłam" pomyślałam sobie
Usłyszałam jak drzwi od domku się otwierają,a potem usłyszałam Lili która była z Draco. Coś zaczęli gadać a potem Jack przyniósł mi spodnie i powiedział:
-Draco z Lili przyszli,spóźnimy się wiesz?
-Oj nie marudź,wyjdź
-Nie
-Chcę się przebrać -powiedziałam owinięta w ręcznik
-Trudno
Przewróciłam oczami i wypchnęłam go z łazienki
-Kata,szybciej! -krzyknęła Lili
-No zaraz!
-a gdzie Laurelin? -spytał Draco
-w pokoju na górze...a właśnie idź po nią Lili -krzyknęłam
-Ok
Wreszcie wyszłam z łazienki,Draco zagwizdał a Jack się śmiał
-Ale co? -zapytałam zmieszana
-Ja tam się na modzie nie znam,ale według mnie to biustonosz powinien być pod bluzką -powiedział ze śmiechem Draco
Zarumieniłam się i pobiegłam przebrać
Gdy przyszłam z powrotem Laure i Lili były już na dole
-A gdzie reszta?
-są przy porcie
-No dobra,to idziemy....a gdzie Sue? -zapytałam
-Z nimi
_____________________
Znaleźliśmy się w porcie,a ja zaczęłam się cieszyć jak głupia
-No dobra,wszyscy są?Sue?
-Jestem -powiedziała cicho
-Chrypka?
-nie
-no dobra,to płyniemy?
-Nareszcie -powiedział Draco
-świat zwykłych ludzi,i zakupy kino,ale będzie -powiedziałam do Lili
-tsa,pamiętaj że jesteśmy tam tylko przez tydzień a nie na wieki-powiedział Leo
-Dobre i tyle -Lili się uśmiechnęła i szturchnęła mnie
-A no i jeszcze jedno kochani.Płyniemy do Los Angeles,nasz hotel jest
w dzielnicy ,,Hotel Plaza" więc wszystko jasne? -zapytał Leo
-ta,a co z pokojami?
-Będziemy po dwie osoby w jednym pokoju,ale to uzgodnimy na miejscu...Ruszajmy wreszcie bo tracimy czas
Ktoś dokończy?
środa, 16 października 2013
Od Rhino c.d Katy
Bal. Jedno słowo, które budziło wyobraźnie teoretycznie wszystkich dziewcząt w Obozie, a zwłaszcza cór Afrodyty. Ja nie zaliczałam się do nich, lecz byłam mile zaskoczona, gdy dostałam od nich sukienkę. Musiałam 'troszkę' ją pozmieniać, by nie wyglądała jak choinka w Boże Narodzenie. Otworzyłam oczy i wstałam z łóżka. Zerknęłam na zegarek, który wskazywał na 4:35. Biorąc pod uwagę, że do północy nie spałam czarując suknię czułam się wyspana. Założyłam szorty i bluzkę po czym opuściłam domek. Zrobiłam rozgrzewkę i ruszyłam truchtem dookoła Obozu. Dobiegałam własnie do małego lasku, gdy usłyszałam parskanie. Rozchyliłam gałęzie i ujrzałam karego pegaza. Nie wyglądał na oswojonego. Biegał dziko po polanie machając jednym skrzydłem podczas gdy drugie trzymał przyciśnięte do boku. Po chwili zauważył mnie i stanął dęba. Wyszłam spośród krzaków, starając się nie przepłoszyć stworzenia, wyciągnęłam rękę przed siebie i czekałam na jego ruch. W końcu koń ruszył w moją stronę wciąż uważnie mnie obserwując. Był tak wysoki, że ja, ba nawet Draco, który sporo mnie przewyższał nie mógłby na niego swobodnie wsiąść. Nagle pegaz włożył pysk w moją dłoń domagając się uwagi. Pogłaskałam aksamitną skórę i przez chwilę gładziłam jego chrapy. Nie przerywając pieszczoty przesunęłam się w bok, żeby zobaczyć zranione skrzydło. Pomiędzy czarnymi jak smoła piórami widać było ciernie.
-Zaufaj mi... -powiedziałam spokojnie do pegaza. Machnęłam ręką i zaklęciem wyrwałam kolce. Koń głośno zarżał i wierzgnął przednimi kopytami rozcinając mi przedramię i popychając na ziemię. Cofnął się. Zaleczyłam swoją rękę, a jemu nastawiłam kość po czym owinęłam bandażem nasączonym lekarstwem. Wolałam to wszystko robić magią, bo nie chciałam się dodatkowo narażać.
-Nazwę cię Mavros. Pasuje? -nic nie odpowiedział. Dodałam z rozbawieniem:- To fajnie. Miło mi cie poznać, jestem Rhino...
Gdzieś za drzewami usłyszałam śmiech. Wyjrzałam zza jednego i co zobaczyłam? Dennisa idącego z jakąś dziewczyną. W pewnym momencie udała, że mdleje, a on wziął ją na ręce. Wrzało we mnie ze złości.
-Widziałeś tą lolitę! Owinęła go sobie wokół palca -tupałam nogami. Mavros stał z przekrzywioną głową i patrzył na mnie -Co się lampisz? To ja powinnam być na jej miejscu.
Pegaz zarzucił grzywą kilka razy.
-Sugerujesz, że jestem zazdrosna?! Noo... W sumie. Aa, niech ci będzie masz rację. -westchnęłam- Ale co ona ma takiego czego ja nie mam? Wiesz co, chyba dam sobie z nim spokój. Chociaż z drugiej strony to on był przy mnie kiedy Gaja zabiła mi tatę. On pierwszy powiedział mi, że jestem śliczna... Nie! Dość rozdrapywania ran. I tak moje serce choćby nie wiem co, będzie na niego czekało.
Mav skubnął mnie w ramię.
-Co? Odobraziłeś się już? -zachichotałam, a kary pegaz wesoło zarżał.-Muszę już iść.Lepiej żebyś został w ukryciu, dobrze? Przyjdę jutro bo będę musiała zmienić opatrunki, a później cię wypuszczę.
Pożegnałam go i ruszyłam w stronę domku 20. Byłam już niedaleko, gdy nagle podszedł do mnie jakiś chłopak.
-Cześć Rhino- powiedział nieśmiało- Pamiętasz mnie?
Chwilę przyglądałam mu się. Niby znałam twarz, ale nie mogłam sobie jej skojarzyć z imieniem.
-Chodziliśmy do jednej klasy -podpowiedział.
-Josh?- spytałam niedowierzając. W odpowiedzi wyszczerzył zęby. Przytuliłam bruneta -Jak ty się tutaj znalazłeś?
-Przypuszczam, że tak jak ciebie przyprowadził mnie tu ten satyr.
-Tyle, że nie biegłeś maratonu -mruknęłam pod nosem.
-Co?
-Nic, nieważne. Kto jest twoim boskim rodzicem. O ile pamiętam nie miałeś taty.
-Dobrze pamiętasz i moim ojcem jest Apollo -powiedział- Um...Rhino? Słyszałaś o balu?
-I chcesz, żebym z tobą poszła, bo nikogo nie znasz?
-Jak ty...?
-Znam cie na tyle, by stwierdzić rzecz oczywistą. -uśmiechnęłam- Tak, chętnie z tobą pójdę.
-Super, dzięki -podziękował mi. Rozmawiając tak zaszliśmy pod arenę.- To ja idę na trening, cześć.
-Ty nędzny karaluchu -krzyknęłam za nim, ale niedosłyszał. Pokręciłam głową z uśmiechem. Josh Well był moim jedynym przyjacielem w szkole. Zawsze mogłam na nim polegać. Wracając do mojego domku zauważyłam przyjaciół. Podeszłam do nich.
-No to co kochani? Idziemy wreszcie skończyć z tymi durnymi tytanami, znaleźć Posejdona i mieć święty spokój?
-Z tobą wszędzie -powiedział Jack.
-Możemy się dołączyć? -spytałam z kilkoma innymi osobami.
-No ba -powiedział Draco. Roześmialiśmy się. Gdy zobaczyłam Dennisa mój uśmiech zbladł. Szybko odwróciłam wzrok i spoczął on na jedynej poważnej Lili.
-Lili? -zapytałam- Co ci?
< Lili? Albo ktoś inny :) >
-Zaufaj mi... -powiedziałam spokojnie do pegaza. Machnęłam ręką i zaklęciem wyrwałam kolce. Koń głośno zarżał i wierzgnął przednimi kopytami rozcinając mi przedramię i popychając na ziemię. Cofnął się. Zaleczyłam swoją rękę, a jemu nastawiłam kość po czym owinęłam bandażem nasączonym lekarstwem. Wolałam to wszystko robić magią, bo nie chciałam się dodatkowo narażać.
-Nazwę cię Mavros. Pasuje? -nic nie odpowiedział. Dodałam z rozbawieniem:- To fajnie. Miło mi cie poznać, jestem Rhino...
Gdzieś za drzewami usłyszałam śmiech. Wyjrzałam zza jednego i co zobaczyłam? Dennisa idącego z jakąś dziewczyną. W pewnym momencie udała, że mdleje, a on wziął ją na ręce. Wrzało we mnie ze złości.
-Widziałeś tą lolitę! Owinęła go sobie wokół palca -tupałam nogami. Mavros stał z przekrzywioną głową i patrzył na mnie -Co się lampisz? To ja powinnam być na jej miejscu.
Pegaz zarzucił grzywą kilka razy.
-Sugerujesz, że jestem zazdrosna?! Noo... W sumie. Aa, niech ci będzie masz rację. -westchnęłam- Ale co ona ma takiego czego ja nie mam? Wiesz co, chyba dam sobie z nim spokój. Chociaż z drugiej strony to on był przy mnie kiedy Gaja zabiła mi tatę. On pierwszy powiedział mi, że jestem śliczna... Nie! Dość rozdrapywania ran. I tak moje serce choćby nie wiem co, będzie na niego czekało.
Mav skubnął mnie w ramię.
-Co? Odobraziłeś się już? -zachichotałam, a kary pegaz wesoło zarżał.-Muszę już iść.Lepiej żebyś został w ukryciu, dobrze? Przyjdę jutro bo będę musiała zmienić opatrunki, a później cię wypuszczę.
Pożegnałam go i ruszyłam w stronę domku 20. Byłam już niedaleko, gdy nagle podszedł do mnie jakiś chłopak.
-Cześć Rhino- powiedział nieśmiało- Pamiętasz mnie?
Chwilę przyglądałam mu się. Niby znałam twarz, ale nie mogłam sobie jej skojarzyć z imieniem.
-Chodziliśmy do jednej klasy -podpowiedział.
-Josh?- spytałam niedowierzając. W odpowiedzi wyszczerzył zęby. Przytuliłam bruneta -Jak ty się tutaj znalazłeś?
-Przypuszczam, że tak jak ciebie przyprowadził mnie tu ten satyr.
-Tyle, że nie biegłeś maratonu -mruknęłam pod nosem.
-Co?
-Nic, nieważne. Kto jest twoim boskim rodzicem. O ile pamiętam nie miałeś taty.
-Dobrze pamiętasz i moim ojcem jest Apollo -powiedział- Um...Rhino? Słyszałaś o balu?
-I chcesz, żebym z tobą poszła, bo nikogo nie znasz?
-Jak ty...?
-Znam cie na tyle, by stwierdzić rzecz oczywistą. -uśmiechnęłam- Tak, chętnie z tobą pójdę.
-Super, dzięki -podziękował mi. Rozmawiając tak zaszliśmy pod arenę.- To ja idę na trening, cześć.
-Ty nędzny karaluchu -krzyknęłam za nim, ale niedosłyszał. Pokręciłam głową z uśmiechem. Josh Well był moim jedynym przyjacielem w szkole. Zawsze mogłam na nim polegać. Wracając do mojego domku zauważyłam przyjaciół. Podeszłam do nich.
-No to co kochani? Idziemy wreszcie skończyć z tymi durnymi tytanami, znaleźć Posejdona i mieć święty spokój?
-Z tobą wszędzie -powiedział Jack.
-Możemy się dołączyć? -spytałam z kilkoma innymi osobami.
-No ba -powiedział Draco. Roześmialiśmy się. Gdy zobaczyłam Dennisa mój uśmiech zbladł. Szybko odwróciłam wzrok i spoczął on na jedynej poważnej Lili.
-Lili? -zapytałam- Co ci?
< Lili? Albo ktoś inny :) >
Subskrybuj:
Posty (Atom)

