Dowiedziałam się, że dzisiaj są urodziny Lilii. Nie widziałem co jej kupić bo co miałam jej dać. Ledwo ją znałam. Kasandra zaprosiła wszystkich na urodziny. Nie wypadało iść z pustymi rękami. Poszłam do miasteczka nie opodal. Szukając odpowiedniego prezentu. Najpierw zajrzałam do księgarni gdzie kupiłam dwie książki związane z oceanem.(1 książka)oraz(2 książka). Później poszłam do jubilera tam kupiłem śliczny naszyjnik z kamieniem księżycowym. Przecież jak pamiętam ze szkoły to on odpowiada za wpływy morza. (Naszyjnik) To będą dobre prezenty moim zdaniem jednak poczekam na opinię Lili jak je zobaczy.
***
Kiedy Lili wspomniała, że ma pamięć rybki akwariowej. Wyszłam z szeregu i powiedziałem z uśmiechem.
- Wszystkiego najlepszego dzisiaj są twoje urodziny - to wszystko tłumaczyło dla czego się zebraliśmy w jej pokoju. Wręczyłam jej prezent. Później dawali jej inni prezenty i składali życzenia. Lili dziękowała z uśmiechem. Widać było, że rzeczywiście zapomniała o swoich urodzinach. Kiedy wszyscy wręczyli jej swoje prezenty Kasandra nie dała powiedzieć Lili słowa i powiedziała.
- Teraz zdmuchnij świeczki i powiedz życzenie - powiedziała do niej tort trzymała Kate. Odsunęłam się w cieni. Ciekawa byłam o czym pomyślała jednak nie pytała. Wiedziałam, że się nie spełni jeśli powie się je głośno. Świeczki był zdmuchnięte, a Kata odłożyła tort na stół. Lili kroiła go podeszłam do niej i powiedziałam.
- Pomóc ci? - spytałam się nie pewnie.
Lili
Prawdziwy świat jest tam, gdzie są potwory.Dopiero tam przekonujesz się, ile jesteś wart...Zostań jednym z nas i przeżyj swoją własną przygodę!
poniedziałek, 25 listopada 2013
niedziela, 24 listopada 2013
Od Lili do Reszty
Cały dzień mnie wszyscy omijali, czemu? Nie wiem... ale zrobiłam focha na cały świat i rzuciłam zaklęcie niewidzialności, chodziłam sobie po plaży. Uznałam to za dobrą okazje żeby się urwać z obozu. Oczywiście nie obyło się bez przekupstwa niektórych pegazów, ale wydostałam się z tego szalonego miejsca. Zadowolona zrobiłam się widzialna i poszłam na zakupy. Dostałam pewną informacje od Kasandry że będzie organizowany nowy bal z okazji czegoś tam. Nie pamiętałam ale wiem ze trzeba mieć suknie z motywem śnieżynek , a no tak ... przypomniałam sobie z jakiej okazji, Chione przybywa do obozu świętować urodziny z swoimi dziećmi... Ruszyłam w stronę postoju taksówek, do którego mamy kawał drogi z obozu. Szłam może jakieś 2 godziny szybkim marszem. Wsiadłam do jednej z taryf.
- Manhattan, centrum.- powiedziałam do kierowcy.
- Dobrze.- i ruszyliśmy w stronę Nowego Yorku. O bogowie, jak ja dawno nie byłam w mieście... Nie widziałam Mamy, muszę ją spotkać.
- 53$ i 79 centów. - podałam mu kwotę 60$.
- reszty nie trzeba. Miłego dnia! - powiedziałam wysiadając i ruszyłam w stronę sklepów. Weszłam do fryzjera.
- Witaj moja droga! - powiedziała mi kobieta. Która właśnie siedziała obok mnie na fotelu. Niestety, albo stety znałam tę kobietę
- dzień dobry Afrodyto, co cię sprowadza do Nowego Yorku? Zakupy?
- Tak, zakupy po prostu uwielbiam zakupy... Jak tam w obozie?
- Wszyscy mnie omijają szerokim łukiem i ogółem nic ciekawego. A u ciebie, Afrodyto?
- mów mi na ty, ok?
- Dobrze jak sobie życzysz.
- Świetnie. No to co wybierzesz się ze mną na zakupy po świecie.
- po świecie?
- Tam gdzie najnowsze ciuchy tam jestem więc?- wiedziałam że tej bogini nie wolno odmawiać.
- Z miłą chęcią.-opowiedziałam i ruszyłyśmy w turne po sklepach. Byłyśmy wszędzie Paryż, Londyn, Japonia, Indie, Holiwood, Berlin, Dublin, Rzym, Wiedeń, Zurych i inne miasta których nie spamiętałam... Wyszłam naprawdę z DUŻYMI, poprawka- OGROMNYMI zakupami. Wróciłam do obozu gdzieś wieczorem, a w obozie było dziwnie pusto... Znowu zrobiłam się niewidzialna. A co mi tam. weszłam do swojego domku. Słyszałam tylko jak Kasandra mówi że idzie. Ona mnie zazwyczaj rozpoznaje po krokach, mówi że mam bardzo charakterystyczne kroki. i nagle wchodzę ciemno. Zapalam światło i ...
- NIESPODZIANKA!!!- czły obóz w moim domku się znalazł, ale to nie było najlepsze, ich miny gdy zobaczyli że mnie nie widać... były obłędne.
- No i co mówiłaś że idzie Kasandra!- powiedziała Lauren.
- bo szła, chyba że...
- Daj mi tego zwierzaka..
-po co?
- zobaczysz.- podeszła do drzwi gdzie stałam i wyciągnęła tego pieska przed siebie. Wiedziała ze mam uczulenie na psią sierść...
- Apsiiik... Ty mała wredna istoto wiesz że jestem uczulona na sierść psów!!!- powiedziałam stając się widzialna ze wszystkimi zakupami...
- Gdzieś ty była?- spytała patrząc na moje torby...- Zgaduje ze to była moja matka...
- Tak, Apsikkkk.. weź go bo się na śmierć zakicham...- powiedziałam i natychmiast go odłożyła daleko ode mnie.- co to za okazja?
- To ty nie wiesz?
- Sama powiedziałaś do mnie, że mam pamięć rybki akwariowej więc.... powiecie mi czy nie?
Ktoś?
- Manhattan, centrum.- powiedziałam do kierowcy.
- Dobrze.- i ruszyliśmy w stronę Nowego Yorku. O bogowie, jak ja dawno nie byłam w mieście... Nie widziałam Mamy, muszę ją spotkać.
- 53$ i 79 centów. - podałam mu kwotę 60$.
- reszty nie trzeba. Miłego dnia! - powiedziałam wysiadając i ruszyłam w stronę sklepów. Weszłam do fryzjera.
- Witaj moja droga! - powiedziała mi kobieta. Która właśnie siedziała obok mnie na fotelu. Niestety, albo stety znałam tę kobietę
- dzień dobry Afrodyto, co cię sprowadza do Nowego Yorku? Zakupy?
- Tak, zakupy po prostu uwielbiam zakupy... Jak tam w obozie?
- Wszyscy mnie omijają szerokim łukiem i ogółem nic ciekawego. A u ciebie, Afrodyto?
- mów mi na ty, ok?
- Dobrze jak sobie życzysz.
- Świetnie. No to co wybierzesz się ze mną na zakupy po świecie.
- po świecie?
- Tam gdzie najnowsze ciuchy tam jestem więc?- wiedziałam że tej bogini nie wolno odmawiać.
- Z miłą chęcią.-opowiedziałam i ruszyłyśmy w turne po sklepach. Byłyśmy wszędzie Paryż, Londyn, Japonia, Indie, Holiwood, Berlin, Dublin, Rzym, Wiedeń, Zurych i inne miasta których nie spamiętałam... Wyszłam naprawdę z DUŻYMI, poprawka- OGROMNYMI zakupami. Wróciłam do obozu gdzieś wieczorem, a w obozie było dziwnie pusto... Znowu zrobiłam się niewidzialna. A co mi tam. weszłam do swojego domku. Słyszałam tylko jak Kasandra mówi że idzie. Ona mnie zazwyczaj rozpoznaje po krokach, mówi że mam bardzo charakterystyczne kroki. i nagle wchodzę ciemno. Zapalam światło i ...
- NIESPODZIANKA!!!- czły obóz w moim domku się znalazł, ale to nie było najlepsze, ich miny gdy zobaczyli że mnie nie widać... były obłędne.
- No i co mówiłaś że idzie Kasandra!- powiedziała Lauren.
- bo szła, chyba że...
- Daj mi tego zwierzaka..
-po co?
- zobaczysz.- podeszła do drzwi gdzie stałam i wyciągnęła tego pieska przed siebie. Wiedziała ze mam uczulenie na psią sierść...
- Apsiiik... Ty mała wredna istoto wiesz że jestem uczulona na sierść psów!!!- powiedziałam stając się widzialna ze wszystkimi zakupami...
- Gdzieś ty była?- spytała patrząc na moje torby...- Zgaduje ze to była moja matka...
- Tak, Apsikkkk.. weź go bo się na śmierć zakicham...- powiedziałam i natychmiast go odłożyła daleko ode mnie.- co to za okazja?
- To ty nie wiesz?
- Sama powiedziałaś do mnie, że mam pamięć rybki akwariowej więc.... powiecie mi czy nie?
Ktoś?
sobota, 16 listopada 2013
Od Katariny do Liliany
Ehh,dzień jak co dzień.Zaczynam od kąpieli kończę na treningach z Draco,potem spędzam czas z siostrą i przyjaciółmi,no i jeszcze opiekuje się moimi dwoma słodziakami,Jackiem i moim szczeniaczkiem,obydwaj lubią miętolenie ich włosów/futra...albo przynajmniej ja to lubię.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Po treningach weszłam do domku,Laureli chodziła niespokojnie po pokoju i szukała czegoś,kiedy mnie zauważyła spytała:
-No i jak,jaki masz prezent dla niej
-Czek,cze...czekaj co?
-No prezent jaki masz dla Lili
-Jaki prezent,za co?
-Popatrz się na kalendarz geniuszu...-mruknęła i szukała dalej
W kalendarzu na czerwono miałam zaznaczone ,,URODZINY LILI"
Złapałam się za głowę.Szybko chwyciłam za telefon i zadzwoniłam po przyjaciół
Po godzinie zebraliśmy się ...Ja,Laureli,Jack,Draco,Rhino,Leo,Sasha,Dennis,Anastazja,Chris i Alison
Zapytałam ich:
-No to co dajecie Lili?
Wszyscy po kolei wymieniali co jej dadzą.Trochę z nimi pogadałam,powypytywałam żeby nie dać tego samego.
Wszyscy wyszli,zostałam z Rhino,Jackiem,Draco,Leo i moja siostrą
-Wiecie co,pomyślałam że możemy się ,,tepnąć" do miasta
Spojrzałam na Leo
-Jasne,chodźcie -kiwnął głową i ruszył w stronę pracowni
------------------------------------------------------------------------------------------
Bylismy już w mieście i od godziny szukaliśmy fajnych prezentów.
Lureli właśnie wyszła ze sklepu jubilerskiego i powiedziała że znalazła coś w sam raz dla niej
Kolczyki ,Naszyjnik oraz dla śmiechu pluszowe rybki.
-Jeju,wiesz co to ja już nie mam co kupić -powiedziałam
-Napewno jest coś co możesz jej kupić.
Podszedł do nas Draco i powiedział
-Ja tam się na was za bardzo nie znam,ale jak myslicie spodoba jej się to?
Pokazał nam to ... ,byłam pewna że córki Afrodyty by piszczały z radości,ale ona niewiele się od nich różni
więc zapewne i ona się ucieszy.Kupił jej jeszcze to ....Chłopak,a jednak ma poczucie gustu.
Ale wciąż zastanawiałam się co ja mam jej kupić,poszłam do księgarni,wybrałam pierwszą książkę która wpadła mi w oko ... ,potem do zoologicznego ,kupiłam jej małego słodziaczka,przy którym po prostu pękałam z nadmiaru słodkości ... .Potem udałam się do sklepu jubilerskiego,i kupiłam naszyjnik który najbardziej kojarzył mi się z Lili ...
Leo i Rhino też byli z pełnymi torbami.Spytałam Leona
-to jak,wracamy?
-No dobra,ale może udajmy się jeszcze do cukierni
-a tak racja,tort
Długo szukaliśmy po cukierniach w mieście,wreszcie znaleźliśmy coś odpowiedniego dla niej
TORT
--------------------------------------------------------------------------------------
Wróciliśmy do obozu,wszędzie było cicho,nawet nie było słychać cowieczornych dumań bogów o tym jacy to oni nie są,weszliśmy na arenę,Wszystko na przyjęcie dla Lili było przygotowane,o jak ja sie ciesze że mamy jeszcze zdolnych przyjaciół.Kiwnęłam na Alison,Chrisa innych z dziećmi Afrodyty
Prezenty były w koncie sali...
Wszystko ucichło,zgasły światła na arenie,i było tylko słychać szept Kasandry
-idzie!
Ukryliśmy się za ławkami.Zapadła cisza i słychać było tylko kroki Lili
3...2...1... i ...
Ktoś dokończy?
(w opowiadaniu 3 kropeczki ... to są linki do prezentów)
--------------------------------------------------------------------------------------------
Po treningach weszłam do domku,Laureli chodziła niespokojnie po pokoju i szukała czegoś,kiedy mnie zauważyła spytała:
-No i jak,jaki masz prezent dla niej
-Czek,cze...czekaj co?
-No prezent jaki masz dla Lili
-Jaki prezent,za co?
-Popatrz się na kalendarz geniuszu...-mruknęła i szukała dalej
W kalendarzu na czerwono miałam zaznaczone ,,URODZINY LILI"
Złapałam się za głowę.Szybko chwyciłam za telefon i zadzwoniłam po przyjaciół
Po godzinie zebraliśmy się ...Ja,Laureli,Jack,Draco,Rhino,Leo,Sasha,Dennis,Anastazja,Chris i Alison
Zapytałam ich:
-No to co dajecie Lili?
Wszyscy po kolei wymieniali co jej dadzą.Trochę z nimi pogadałam,powypytywałam żeby nie dać tego samego.
Wszyscy wyszli,zostałam z Rhino,Jackiem,Draco,Leo i moja siostrą
-Wiecie co,pomyślałam że możemy się ,,tepnąć" do miasta
Spojrzałam na Leo
-Jasne,chodźcie -kiwnął głową i ruszył w stronę pracowni
------------------------------------------------------------------------------------------
Bylismy już w mieście i od godziny szukaliśmy fajnych prezentów.
Lureli właśnie wyszła ze sklepu jubilerskiego i powiedziała że znalazła coś w sam raz dla niej
Kolczyki ,Naszyjnik oraz dla śmiechu pluszowe rybki.
-Jeju,wiesz co to ja już nie mam co kupić -powiedziałam
-Napewno jest coś co możesz jej kupić.
Podszedł do nas Draco i powiedział
-Ja tam się na was za bardzo nie znam,ale jak myslicie spodoba jej się to?
Pokazał nam to ... ,byłam pewna że córki Afrodyty by piszczały z radości,ale ona niewiele się od nich różni
więc zapewne i ona się ucieszy.Kupił jej jeszcze to ....Chłopak,a jednak ma poczucie gustu.
Ale wciąż zastanawiałam się co ja mam jej kupić,poszłam do księgarni,wybrałam pierwszą książkę która wpadła mi w oko ... ,potem do zoologicznego ,kupiłam jej małego słodziaczka,przy którym po prostu pękałam z nadmiaru słodkości ... .Potem udałam się do sklepu jubilerskiego,i kupiłam naszyjnik który najbardziej kojarzył mi się z Lili ...
Leo i Rhino też byli z pełnymi torbami.Spytałam Leona
-to jak,wracamy?
-No dobra,ale może udajmy się jeszcze do cukierni
-a tak racja,tort
Długo szukaliśmy po cukierniach w mieście,wreszcie znaleźliśmy coś odpowiedniego dla niej
TORT
--------------------------------------------------------------------------------------
Wróciliśmy do obozu,wszędzie było cicho,nawet nie było słychać cowieczornych dumań bogów o tym jacy to oni nie są,weszliśmy na arenę,Wszystko na przyjęcie dla Lili było przygotowane,o jak ja sie ciesze że mamy jeszcze zdolnych przyjaciół.Kiwnęłam na Alison,Chrisa innych z dziećmi Afrodyty
Prezenty były w koncie sali...
Wszystko ucichło,zgasły światła na arenie,i było tylko słychać szept Kasandry
-idzie!
Ukryliśmy się za ławkami.Zapadła cisza i słychać było tylko kroki Lili
3...2...1... i ...
Ktoś dokończy?
(w opowiadaniu 3 kropeczki ... to są linki do prezentów)
wtorek, 12 listopada 2013
Opowiadanie Ricka
Nie poszedłem dzisiaj do szkoły, bo po iść jak i tak będę się nudził w niej. Wolałem podróżować jak mama. Ona też nie mogła usiedzieć w miejscu przez 45 minut. Tak samo ja. Wole jak coś się dzieję niż się nudzić. Zresztą babcia nie sprawdza mnie czy chodzę czy nie. Ważne, żeby opieka się nie zainteresowała mną. W tedy by mnie zabrali do rodziny zastępczej. Nie chciałam tam trafić. Za żadne skarby światła. Spakowałem kilka najważniejszych rzeczy. Kilka ubrań, drobiazgów takich jak na przykład kompas, mapa i tym podobnym. Miałam zamiar wybrać się na rzekę do domku na drzewie, który budowałem wraz z kumplami. Jeśli się chcieliśmy ukryć wybieraliśmy się właśnie tam.
- Babciu to ja lecę szukać przygody - powiedziałem całując ją w czoło. Ona wiedziała, że wybieram się do swojej bazy. Zawsze tak mówiłem, kiedy tam szedłem.
- Dobrze baw się tam i uważaj na siebie. Poczekaj przyszykuję ci coś do jedzenia, żebyś nie zgłodniał podczas tej podróży - powiedziała babcia grożąc łyżką. Nie miałem wyjścia musiałem zostać. Poczekałem aż przyszykowała mi kilka pojemników. Wybiegłem z domu wpadając na jakieś chłopaka.
- Uważaj jak chodzisz - powiedział do mnie nie znajomy. Wyminąłem go bez słowa. Później podszedł do mnie chłopak o kulach.
- Widzę że jesteś już gotowy. Chodź zabieram ci do obozu. Później poinformujemy twoją babcie - powiedział do mnie. Chwila do jakiego obozu? O co tu chodzi?
- Spoko ale od razu to zrobimy - powiedziałem do niego. Chce, żeby babcia wiedziała od razu. Z chłopakiem poszliśmy do mnie do domu. Babcia nie wiedziała żadnych zastrzeżeni w tym. Czyli nowa podróż w nie znane. Super! Wsiadłem do samochodu chłopaka.
- Nazywam się Devon - przestawił się mi. Nie byłem mu dłużny.
- Rick - powiedziałem, krótko bo po co mu moje pełne imię?
- Wiem - odpowiedział mi Devon. Nie wiedziałem skąd miał wiedzieć. Może wybrali mnie i dlatego był nie daleko mojego domu. Jakąś godzinę później zatrzymał się i powiedział do mnie.
- Dalej zaprowadzi Chejron za tą bramom czeka na ciebie - poszedłem w stronę bramy, która wyglądała jak łuk. Wszedłem rozglądając się za tym całym Chejronem. Nie no kto go pokrzywdził takim imieniem.
- Witaj w obozie herosów - usłyszałem głos. Chwile później pojawił się przede mną jakiś pół człowiek, pół koń. Przetarłem oczy z nie dowierzania w końcu takie cuda natury nie istnieją. Jednak on ciągle stał. Nie to musi być sen. Uszczypnąłem się jednak zabolało.
- Nie bój się wszystko ci wytłumaczę. Jestem Chejron. Tak jestem centaurem, a ty jesteś pół bogiem. Twoja matka była człowiek, a ojciec jest bogiem. Chodzi zaprowadzę cię na arenę, a po drodze opowiem ci wszystko. Poszedłem za nim i uważnie słuchałem. Wiedziałem nastolatków jak uczyli się walczyć i innych z tym związanych nauk...
- Babciu to ja lecę szukać przygody - powiedziałem całując ją w czoło. Ona wiedziała, że wybieram się do swojej bazy. Zawsze tak mówiłem, kiedy tam szedłem.
- Dobrze baw się tam i uważaj na siebie. Poczekaj przyszykuję ci coś do jedzenia, żebyś nie zgłodniał podczas tej podróży - powiedziała babcia grożąc łyżką. Nie miałem wyjścia musiałem zostać. Poczekałem aż przyszykowała mi kilka pojemników. Wybiegłem z domu wpadając na jakieś chłopaka.
- Uważaj jak chodzisz - powiedział do mnie nie znajomy. Wyminąłem go bez słowa. Później podszedł do mnie chłopak o kulach.
- Widzę że jesteś już gotowy. Chodź zabieram ci do obozu. Później poinformujemy twoją babcie - powiedział do mnie. Chwila do jakiego obozu? O co tu chodzi?
- Spoko ale od razu to zrobimy - powiedziałem do niego. Chce, żeby babcia wiedziała od razu. Z chłopakiem poszliśmy do mnie do domu. Babcia nie wiedziała żadnych zastrzeżeni w tym. Czyli nowa podróż w nie znane. Super! Wsiadłem do samochodu chłopaka.
- Nazywam się Devon - przestawił się mi. Nie byłem mu dłużny.
- Rick - powiedziałem, krótko bo po co mu moje pełne imię?
- Wiem - odpowiedział mi Devon. Nie wiedziałem skąd miał wiedzieć. Może wybrali mnie i dlatego był nie daleko mojego domu. Jakąś godzinę później zatrzymał się i powiedział do mnie.
- Dalej zaprowadzi Chejron za tą bramom czeka na ciebie - poszedłem w stronę bramy, która wyglądała jak łuk. Wszedłem rozglądając się za tym całym Chejronem. Nie no kto go pokrzywdził takim imieniem.
- Witaj w obozie herosów - usłyszałem głos. Chwile później pojawił się przede mną jakiś pół człowiek, pół koń. Przetarłem oczy z nie dowierzania w końcu takie cuda natury nie istnieją. Jednak on ciągle stał. Nie to musi być sen. Uszczypnąłem się jednak zabolało.
- Nie bój się wszystko ci wytłumaczę. Jestem Chejron. Tak jestem centaurem, a ty jesteś pół bogiem. Twoja matka była człowiek, a ojciec jest bogiem. Chodzi zaprowadzę cię na arenę, a po drodze opowiem ci wszystko. Poszedłem za nim i uważnie słuchałem. Wiedziałem nastolatków jak uczyli się walczyć i innych z tym związanych nauk...
niedziela, 10 listopada 2013
Uwaga !
Wsztscy uwarznie czytamy i się nie przejmujemy ok?
- Będę mieć karę za... oceny w szkole, no sorry geniuszem nie jestem... Więc nie wiem kiedy będzie jej koniec, ale wiem że może być trochę długa... Więc wszystko zwalam na Katę, wiem ze mi skopiesz tyłeczek ale cóź...
- Co do ciebie mój zacny zastępco... JESTEM mocno zdenerwowana, ale no cóż ja nie będzę mu się tłumaczyć i będę się domagać !!!! Pfff... ja mam ciężki charakterek...
- trzymajcie kciuki żebym nie zgineła...
sobota, 9 listopada 2013
Odp. pomocniczka -Czytelnicy
Moją koleżankę poniosły nerwy,nie lubi gdy jej się coś wypomina,wiemy że macie trochę racji.Choć to nie ładnie domagać się czegoś.
Więc dla wyjaśnienia:
wiemy że jest kilka niedomówień,ale niestety niektórzy z obozowiczów po prostu się nie odzywają,lub są zajęci albo przeoczają to.Za co przepraszamy...A z tymi Opowiadaniami,mieliśmy pisać przed balem,ale okazało się że tylko mi się chciało,bo co po niektóre osóbki mnie uciszały i wyszło jak wyszło,następnym razem to sobie postaramy posegregować i zgadać się w miarę możliwości...
Dziękujemy za radę.
P.S Każdy pisze opowiadania,tyle ile może,i w taki sposób jaki potrafi więc proszę o wyrozumiałość,nam chodzi o zabawę a nie wytyczne
Z góry dziękuję
Więc dla wyjaśnienia:
wiemy że jest kilka niedomówień,ale niestety niektórzy z obozowiczów po prostu się nie odzywają,lub są zajęci albo przeoczają to.Za co przepraszamy...A z tymi Opowiadaniami,mieliśmy pisać przed balem,ale okazało się że tylko mi się chciało,bo co po niektóre osóbki mnie uciszały i wyszło jak wyszło,następnym razem to sobie postaramy posegregować i zgadać się w miarę możliwości...
Dziękujemy za radę.
P.S Każdy pisze opowiadania,tyle ile może,i w taki sposób jaki potrafi więc proszę o wyrozumiałość,nam chodzi o zabawę a nie wytyczne
Z góry dziękuję
Subskrybuj:
Posty (Atom)
